Gwiazdkowe pojednanie w nieodległej przyszłości

Gwiazdka
Sierra była dziewczyną, która ubarwiła swe włosy na zielono, co współbrzmiało z danym przez naturę kolorze oczu. Tego dnia spadł pierwszy śnieg pod wpływem czego przełamała się i wyszła z domu by pochodzić trochę wśród przedświątecznych wystaw. Ubrała się w krótki biały kożuszek z plisowaną spódnicą co wprawiło ją w dobry nastrój i pozwoliło zapomnieć niedawną przykrość. Myślała o radości zbliżających się świąt i uprawiania sportów zimowych. Przed księgarnią wystawiono stragan z okolicznościowymi książkami. Przeglądała je.
   – Może to ci się przyda? – usłyszała nagle.
   Zanim się obejrzała przeczytała tytuł: „Świąteczne wybaczenie” i dopiero wtedy spojrzała na mówiącego. Przed nią stał zwalisty Caleb nerwowo zaciskający wargę i mówiący nie swoim głosem, którego od razu go nie rozpoznała. Chciała rzucić w Caleba książką, ale siłą woli opanowała się.
   – Myślisz, że muszę ci wybaczyć? – zapytała.
   – Nic nie musisz. Chciałem ci tylko przypomnieć, że możesz. Ja bardzo żałuję tego co zrobiłem i proszę cię o wybaczenie – Caleb zapewniał ją gorąco, a w jego błękitnych oczach pod wyrazistymi brwiami stanęły łzy.
   – Mogę się zastanowić – odpowiedziała z wahaniem.
   – Dobrze. Mogę kupić ci tę książkę? Może ci pomoże? – pytał żarliwie.
   Sierra kiwnęła potakująco głową, bo się wzruszyła. Caleb tymczasem wziął książkę i zapłacił przesuwając ręką z kartą NFC w sygnecie. Stojąca na mrozie ekspedientka ubrana w elektrycznie podgrzewany kostium włożyła książkę do świątecznej torebki i podała Calebowi, który przekazał ją Sierra uśmiechając się nieśmiało.
   – Dziękuję – wydobyło się z jej ust po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła powoli chodnikiem.
   Caleb wcale nie zamierzał rezygnować z jej towarzystwa i udał się w tym samym kierunku truchtając tuż obok.
   – Czy już jesteście gotowi do świąt? – zapytał nieśmiało.
   Sierra spojrzała na niego uważnie i przyglądała mu się dobrą chwilę zanim odpowiedziała:
   – A może chciałbyś sprawdzić sam? – zapytała wreszcie, trochę nieśmiało.
   Caleb uśmiechnął się szeroko i kiwnął głową na znak aprobaty.
   – Szczęście uśmiechnęło się do mnie – rzekł.
   Szli powoli wymieniając się gwiazdkowymi wspomnieniami, a tymczasem zapadał wczesny zmierzch. Wraz z nim zapalały się uliczne lampy rozjaśniając mrok magicznym żółtawym światłem. Mijały ich cicho popiskujące ostrzegawczymi dźwiękami elektryczne samochody. Kiedy znaleźli się przed szeregowcem Sierry ta machnęła ręką z elektronicznym pierścionkiem w pobliżu przycisku dzwonka i drzwi wejściowe otworzyły się na całą szerokość. Weszli do jasno oświetlonego hallu, gdzie Caleb pomógł rozpłaszczyć się Sierra i sam zdjął kurtkę.
   – Wejdź do salonu, ja zaraz przyjdę.
   Caleb przekroczył próg z podwójnymi drzwiami co narastająco rozświetliło przestrzeń. W rogu stała już w dużej doniczce nieubrana choinka, a obok niej stosik pudełek. Otworzył pierwsze z góry. Zawierało ozdoby choinkowe. Caleb zaczął przystrajać choinkę.
   – Widzę, że już znalazłeś sobie zajęcie – usłyszał wchodzącą Sierrę kiedy uporał się już z trzema pudełkami.
   – Nie wiem czy będę umiał to zrobić jak należy – powiedział nieśmiało.
   – Ależ ty bardzo dobrze sobie radzisz. Działaj dalej, a ja wrócę do kuchni, bo muszę włożyć makowiec do piekarnika.
   Po jej wyjściu otworzył kolejne pudełko.
   – Domyślam się, że to lampki choinkowe. Ale gdzie u licha są kable zasilające?
   I wtedy zauważył, że z doniczki pod choinką wystaje kabel zasilający. Był ciasno zwinięty w kabłąk. Rozwinął go i wetknął do pobliskiego gniazdka. I wtedy lampki nieśmiało zajaśniały. Wziął jedną w rękę i zawiesił na choince, a ona rozbłysła pełnym blaskiem.
   – Genialne! – szepnął z zachwytem.
   Drzewko choinkowe było ze specjalnej hodowli dającej wewnątrz niego włókna przewodzące prąd. Wystarczyło podłączyć do gniazdka, żeby tworzyło dostatecznie silne zmienne pole magnetyczne by zmusić do świecenia diody z niewielkimi pętelkami odbiorczymi. Rozłożył lampki równomiernie na całym drzewku. Potem rozmieścił miniaturowe baloniki, które wypełnione helem parły ku górze i trzeba je było przymocowywać do gałęzi choinki by nie poleciały do sufitu. Kiedy się uporał z choinką gestami rąk śledząc ekran na ścianie wybrał świąteczną piosenkę modną od lat. Zabrzmiała cicho rozwieszona w przestrzeni pośrodku pomieszczenia. Usiadł w fotelu, który wisiał w powietrzu pozbawiony nóżek i zamyślił się nad tym co jeszcze powie i jak zachowa się Sierra. Nie zauważył kiedy weszła. Z zadumy wyrwało go dopiero zgaśnięcie górnego światła i blask cyfrowego kominka zainicjowany mimiką twarzy wchodzącej do salonu Sierra.
   – W czym jeszcze mogę pomóc? – spytał.
   – Pewnie w domu masz co robić. Nie będę cię zatrzymywała – usłyszał w odpowiedzi.
   Spojrzał na rękaw z elastycznym samartfonem wyświetlający ujmującą staroświeckością tarczę zegarka.
   – Masz rację. Już późno. Będę leciał – Poderwał się sprężyście.
   – Dzięki za pomoc – Poczuł na policzku delikatny pocałunek.
   Odwrócił się i pocałował ją prosto w znieruchomiałe usta. Poczuł jak lekko drży poddając się jego pieszczotom.
   – Wpadniesz jutro? – zapytała oderwawszy się od niego.
   – Z przyjemnością – szepnął nie chcąc przerywać urokliwej ciszy.
   Wyszedł prosto w mrok przecinany prószącym z lekka śniegiem. Spojrzał w górę na gwiazdy, poszukując tej, która nadała potoczną nazwę tym świętom. Cieszył się jak dziecko z udanego pojednania. Wreszcie poczuł czar tych wyjątkowych świąt.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.